Żyjemy w swoistej sieci, każdy z nas jest z kimś związany. Każda istota
stąpająca po ziemi ma matkę i ojca. Możemy pojawiać się na niedzielnych
obiadkach lub tylko nosić czyjeś imię w dowodzie, ale nie wyprzemy się
fundamentu naszej sieci. Dodatkowe połączenia przychodzą z czasem pojawiają się
znajomi, koledzy, przyjaciele z czasem przysłowiowa druga połówka pomarańczy.
Jeżeli jeszcze nie nosisz na serdecznym palcu obrączki możliwe, że trzymasz
czyjąś dłoń podczas horrorów, pozwalasz zaprosić się do kina i robisz komuś
kanapki z ogórkiem to może oznaczać, że jesteś w związku nieformalnym...
Skoro już jesteśmy
przy związkach. Nie wierze w idealne związki, to musi być niewyobrażalnie
nudne, nie móc się na kogoś obrazić. Schować pilot przed meczem tylko po to
żeby zagrać w ,,ciepło zimno’’ lub pokłócić się o błahostkę tylko po to żeby
się pogodzić… tak żeby dodać życiu dynamizmu i odrobinkę słodko-ostrej przyprawy. Gdy myślę o szczęśliwym związku fundamentem tej struktury jest
zaufanie. Niestety tu właśnie zaczynają się schody. Nie można z dnia nadzień
zażądać zaufania, to tak jak zostawić niemowlakowi złotą rybkę i liczyć że się
nią zaopiekuje - bo my tak chcemy. Z zaufaniem jest jak z grą w bierki.
Wystarczy jeden nieprzemyślany ruch… i skucha. Cała struktura legnie w gruzach.
Żyjemy w świecie gdzie "ja mnie mój moje" jak to mawiał Tadeusz Różewicz.
Największą współczesną wartością jest czas. Ale jego niestety jest jakby coraz
mniej. Nie widać już panów pędzących po mieście z bukiecikiem żółtych żonkili w
bawełnianych koszulach w delikatną kratę i butach z połyskującym noskiem. Nie
ma już chusteczek podarowanych na pamiątkę ani fotografii skrytych w
medalionach. Teraz dzięki sieci tworzymy sieć. Zakochany mężczyzna nie
wysiaduje już pod klatką schodową wybranki i nie chowa się w pobliskim bzie aby
móc na nią popatrzeć. Panowie spotykając miłość swojego życia nie wysiadają już
tramwaju i nie jadą za nią na drugi koniec miasta by poznać choć imię. Teraz
spotykają się na platformie tworząc wymyślne nicki niczym hasła reklamowe. W
opisach kont określają czego szukają, co lubią i po co szukają… Ludzie tworzą
swoją sieć w Sieci. Tylko jak to można mówić o zaufaniu w XXI wieku. Mam
wrażenie że wszyscy bawimy się w detektywów. Rano jedząc kanapkę i popijając ją
kawą biorę w dłonie telefon i loguje się do mojej sieci. Widzę że Kasia jadła
ravioli, Zosia choruje bo wstawiła zdjęcie chusteczek i kubka z parującą
jeszcze herbatą a Franek ma szczęście bo jest na urlopie w Chorwacji… Mama
udostępniła zdjęcie słodkich kotków, tata skomentował. Gdy o tym myślę
przypomina mi się gra w podchody. Kiedy jedna drużyna ucieka przed drugą… ale
zostawia im wskazówki. Strzałki ułożone z żołędzi lub gałązek, czasami nawet
jakiś wymyślny szlaczek żeby kogoś wprowadzić w pole. Ciągła ucieczka i
gonitwa, ciągłe dawanie o sobie znaku. Przeraża mnie fakt, że są ludzie
sprawdzający wierność swoich partnerów życiowych na podstawie ich aktywności w
sieci. Sieć daje nam możliwość sprawdzenia ostatnich wiadomości nie tylko
naszych bliskich ale również sąsiadki, kuzynki czy przypadkowo wpisanego
numeru. Nie dla mnie matematyczne zagadki ale można nawet zagrać w sudoku.
Jestem fanką gier
wszystkiego rodzaju. Szkoda że nie da się ułożyć pasjansa i obiektywnie
stwierdzić, czy ta druga połówka ufa czy już nie. Może w berka, tylko nie wiem
czy się dogadacie kto ucieka a kto goni… Teoretycznie można całe życie grać w
chowanego, tylko pytanie czy to się nie znudzi. Chowanie się i notoryczne
uciekanie od rozmów jest męczące. Może lepiej zagrać w szczerość czy odwaga?
Wyskoczyć na miasto i spróbować nowego sushi, zadać kilka niebanalnych pytań na
poważne tematy. Później zagrajcie w ,,to co widzę’’, bo może to co widzicie
całkiem się od siebie różni. A jak już przejdziecie wszystkie etapy czas na grę
w zielone i na wspólne układanie puzzli.
Komentarze
Prześlij komentarz